Odcinek 1
Początek przygody przez niewinnego psa,
tunel metra oraz tajemnicze przejście.
Był to kolejny nudny dzień na pewnym małym, zielonogórskim podwórku. Sześcioro dzieci bawiło się z psem. Byli to Grzesiek, Stasiek i Janek oraz Ania Ela i Iza. Chłopcy mieli po 12 lat. Dziewczynki tylko o pół roku mniej. Wszyscy chodzili do tej samej klasy. Pies nazywał się Czarek i miał 14 psich (2 ludzkie) lat. Była kolej Grześka żeby rzucić patyk Czarkowi. Rzucił tak mocno że patyk wpadł do pobliskiego lasu. Czarek niczym strzała popędził za nim. Dzieci nie chciały żeby się mu coś przytrafiło, więc czym prędzej pobiegły za nim. W lesie spotkały ogromny zamek w którym prawdopodobnie już nikt nie mieszkał. Dziewczynki pobiegły dalej szukać Czarka, lecz chłopcy zatrzymali się przy zamku. Nie miał on już ani okiennic ani szyb, a jedynie dziury po byłych oknach. Grzesiek który był najsilniejszy oraz najodważniejszy z nich wszystkich, powiedział że wejdzie tam. Chociaż był dzień, to Stasiek i Janek bali się sami zostać w lesie, więc poszli za Grześkiem. Tymczasem dziewczynki znalazły Czarka i postanowiły wrócić z nim do domu. Myślały, że chłopcy już na nie tam czekają. A w zamku chłopców powitała biała zjawa. „Nie idźcie dalej. To zły zamek...” „Bla, bla, bla. Jesteś tylko projekcją.” przerwał Janek który był znany z tego że orientował się w technice lepiej niż ich nauczyciel. „Jaka szkoda, jeszcze nikt się na to nie nabrał. Co wy robicie sami w lesie? Zapraszam was na ciastko i herbatkę.”. Musieli po prostu przyjąć zaproszenie bo kochali ciastka i nie mogli się oprzeć. Gdy zaczęło się ściemniać tajemniczy mężczyzna nagle wyprosił ich z zamku mówiąc że jak się zrobi jeszcze ciemniej to nie trafią do domu. Gdy wracali do domu obok nich przebiegła bardzo szybko horda wilków. Nie zaatakowały one ich jednak tylko pobiegły dalej. Podbiegł do nich policjant. „Czy widzieliście kto gonił te wilki? Są one pod ochroną. Tam właśnie biegnie ten kłusownik. Czy poznajecie go?” „To przecież mieszkaniec tego zamku!” „To nie możliwe. Ten zamek jest pusty od 149 lat!!!!”.Nagle policjant osunął się na ziemię. Stasiek chciał się zapytać co mu jest, aż tu nagle zrobiło mu się czarno przed oczami... . Obudził się dopiero w pewnym nieużywanym tunelu metra. Okazało się że są w Warszawie. Poznali to po kamieniu węgielnym. Zostali rzuceni na tory. Złodzieje coś się naradzali, niestety nie było słychać o czym. Nagle usłyszeli stukot kół metra. „To niemożliwe!” - krzyczał ktoś - „Ten tunel nie jest używany od 30 lat!!” Wszyscy schowali się we wnękach w ścianie, które były pierwotnie przeznaczone dla robotników. Grzesiek, Stasiek, Janek oraz policjant zostali rzuceni na tory. Czyżby to był ich koniec? Nie. Była to drezyna z inspektorem, który w porę się zatrzymał. Zabrał on paru złodziei, a reszcie pod groźbą pistoletu kazał czekać na jego powrót. Jeden złodziej odważył się ruszyć. Strażnik pozostawiony przez inspektora, nie zauważył go. Porwał on wszystkie cztery ofiary oraz wskoczył do jakiejś długiej rury. Na końcu rury była cela do której on nas wrzucił. Gdy już wszyscy łącznie z policjantem się obudzili, Stasiek powiedział. „Popatrzcie na ta ścianę. Wydaje mi się, że to tylko zasłona. Te opryszki na szczęście zapomniały nas związać. Chodźcie sprawdźmy co to jest.” Była to rzeczywiście tylko zasłona. Za nią było przejście. Policjant miał latarkę, więc wszyscy weszli żeby sprawdzić dokąd ono prowadzi. Na końcu był drogowskaz. „Więzienie” i „tunel metra”. Którą drogę wybiorą ci czterej? Zobaczymy.
Odcinek 2
Przygoda niby się kończy, ale sprawy przybierają dziwny bieg.
Nasi bohaterowie wybrali drogę do więzienia. Gdy doszli do końca tunelu zobaczyli świeże drzwi. „Musiały zostać dopiero co wbudowane. To jest prawdopodobnie bardzo nowy, dopiero co wyryty tunel.” powiedział Stasiek. Policjant czym prędzej zadzwonił na komendę i powiedział gdzie jest oraz że ma trzech chłopców przy sobie. Policjanci przyjechali, ku zdziwieniu chłopców, z dziewczynkami i Czarkiem.
Wszyscy więźniowie, którzy uciekli zostali z powrotem aresztowani, a tunel został zburzony. Gdy wszyscy już mieli wracać do domu, policjant i tym razem tylko Grzesiek znowu zostali porwani i wrzuceni do jakiejś ciemnej dziury, która okazała sie być kolejną rurą. „Oni tu mają chyba cały system rur awaryjnych.” pomyślał sobie policjant. Ale nie było czasu na takie myśli, gdyż zostali wrzuceni do kolejnej celi, tym razem z pełną lodówką, która była napełniana od tyłu , żeby nikt nie musiał wchodzić do celi, bo wtedy istniałoby ryzyko ucieczki. Policjant powiedział do Grześka: „Ponieważ nie wiem jak długo będziemy razem, mówmy sobie po imieniu. Ty jesteś Grzesiek a ja nazywam się Bogusław. Mów mi Boguś.”. Po paru godzinach znudziło im się nic nie robienie i zaczeli grać papierową kulką, którą Boguś znalazł w kieszeni, grać w piłkę a raczej kulkę nożną. Grzesiek kopnął ją tak mocno że trafiła w kraty małego okienka, którego wcześniej nie widzieli. Krata w mgnieniu oka się położyła. To samo zrobiły wszystkie 24 kraty za nią. Tylko jedna, 25 krata nie chciała się otworzyć. Grzesiek rzucił w nia kamieniem. Nic. Rzucił następnym kamieniem. Dalej nic. I tak samo ze wszystkimi kamieniami. Grzesiek już się poddał. Boguś też już nie wierzył w to że ta krata kiedyś ustąpi. Mimo to teraz on zaczął rzucać kamieniami. Nie rzucał on dobrze, więc kamień nie trafił w okienko, tylko poleciał dalej i trafił jakiś patyk w ścianie. Natychmiast otworzyła się klapa w ścianie i ujrzał on z 50 dźwigni. Powiedział o tym Grześkowi. Grzesiek, który miał latarkę oświetlił te dźwignie. „Krata, lodówka, kaloryfer.. toż to dźwignia do otwarcia kraty! Spróbuję ją ruszyć.” dźwignia po długim ciągnięciu dała się ruszyć. Krata się otworzyła. Grzesiek bez problemu przez nią przeszedł, ale Boguś miał trochę problemów. „Oj Boguś, Boguś.” śmiał się Grzesiek po czym pomógł Bogusiowi. Przed nimi otworzyła się kraina ludzi, którzy byli cofnięci w cywilizacji o 80 lat. Tej krainy strzegły tylko dwa psy. Grzesiek wrócił do celi i wziął ze sobą kiełbasę, którą potem dał psom. „Przecież jeden z nich to Czarek! Czaruś, no chodź do pana.”Czarek przybiegł niczym strzała merdając ogonem. Stali teraz z Czarkiem przed krainą z ludźmi, którzy nawet nie wiedzieli że czeka ich druga wojna światowa. Czy to się może dobrze skończyć?
Odcinek 3
Dziwna zmiana historii oraz tajemnicza ucieczka.
Nasi trzej bohaterowie natychmiast zostali przyjęci przez mieszkańców. Gdy Boguś dostał SMSa i wyciągnął z kieszeni komórkę, „tubylcy” myśleli że to jakieś czary. A gdy powiedzieli im, że za kilkanaście lat, cały świat ogarnie wojna , uznali ich za jasnowidzów i uczynili królami. Ich prawo pozwalało na maksymalnie 2 królów, ale za to bez królowej. Żyli sobie tak przez 10 lat. Gdy nadszedł czas wojny, zobaczyli, że na sztandarze jest flaga Szwajcarii. „Jesteśmy uratowani!” wrzasnął Grzesiek. Gdy zbiegła się cała służba, wytłumaczyli im, że Szwajcaria, Hiszpania, Portugalia i Szwecja jako jedyne kraje w Europie nie brały udziału w 2 wojnie światowej. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Boguś powiedział, że jeśli nie muszą bać się wojny, to oni mogą im pokazać jak się buduje lepszą kolej, komórki i tym podobne. Gdy był rok 1950 w podziemiu, czyli 2030 rok w rzeczywistości zaczęło im się nudzić w tym świecie. A że nie chcieli ich wypuścić, postanowili, że spróbują stąd uciec. Zabrali więc w nocy Czarka z jego luksusowej psiej rezydencji. Pobiegli do bram miasta. Przeszli przez nie. Zobaczyli jeszcze wiele bram przed sobą. Przy pierwszej bramie, zobaczyli mrówki. „My jesteśmy mrówkoludki hop, sa, sa, hop, sa, sa. ....” śpiewały. „ Przepraszam, czy mogłybyście nam pomóc przejść przez tą bramę?” zapytał się Grzesiek. „Oczywiście” odpowiedziały mrówki i przeszły na drugą stronę. Gdy już tam były jedna mrówka zaczęła się powiększać, aż dosięgnęła klamki. „Ale dalej nie idziemy” -podkreśliły- „tam jest królestwo myszy.”. Grzesiek, Boguś i Czarek podziękowali mrówkom i poszli dalej. Przy następnej bramie były myszy. „Myszy małe, myszy małe, jesteśmy, jesteśmy..” śpiewały. Boguś się ich zapytał czy pomogą im przejść dalej. „Oczywiście” odpowiedziały. Myszy były za szerokie, żeby przejść na drugą stronę. Ale jedna z nich zaczęła się zwężać. To samo zrobiło jeszcze 12 myszy. Gdy były na drugiej stronie, zaczęły robić z siebie drabinę. Dosięgnęły klamki i otworzyły im drzwi. „Ale dalej nie idziemy. Tam jest królestwo kotów.” powiedziały. Nasza trójka poszła dalej. Koty śpiewały: „ Kooty są fajne jak samoloty...”. Grzesiek im przerwał i zapytał ich czy mogą im pomóc w przejściu na drugą stronę. „A nie możemy.” odpowiedziały koty. „Czarek, teraz ty!” krzyknął Boguś i Czarek rzucił się na koty. „No, dobra. Pomożemy wam.” zgodziły się koty. Jeden kot zaczął robić „ Om, oom, telepotrom, ooomm. Teleleleporrrrrrrtom.” i nagle znalazł się na drugiej stronie i otworzył im drzwi. „Ale ...” „ Dalej nie idziemy. Tam pewnie jest królestwo psów.” dokończył Grzesiek. Poszli dalej. Psy śpiewały: „ Mam ja pieska tak ładnego co ma cztery łapy..” Boguś im przerwał i zapytał je czy im pomogą, ale psy nie zrozumiały. Czarek powiedział im coś do słuchu, a że był rosłym owczarkiem niemieckim, to psy go posłuchały. Jeden pies powiedział „Halala, hala bubo” „On zna język kosmitów” powiedział jeden pies do Czarka. Nagle pojawił się bumerang, który otworzył klamkę z drugiej strony i wrócił do kosmosu. Psy zaznaczyły, że dalej nie idą, bo tam jest królestwo dziwnych, niezwykłych ludzi. „Luuuuuuuuudziiiskaaaa jesteśmy myyyyyyyyyy...” śpiewali. „Na szczęście brama jest otwarta, bo myślę że oni są pijani.” powiedział Boguś. Szybko przebiegli przez bramę i dotarli do królestwa słoni. „Turu, słonie to myyy...” Grzesiek przerwał im i zapytał czy mogą ich przepuścić. „Owszem, jeśli rozwiążecie pewna zagadkę.” powiedziały. „OK. No to mówcie.” . „Co to jest? Małe, żółte i dynda na ścianie?”. „To małe, żółte dyndadełko.” odpowiedział Boguś, który znał tą zagadkę. „Dobrze” powiedział jeden ze słoni i wyważył trąbą bramę. „Jesteśmy wolni” krzyknął Grzesiek. Pobawili się chwilę z Czarkiem. Potem zasnęli na trawie. Wszystkim się śniło że zostali związani przez czarną postać...
Odcinek 4
Tajemniczy dywan oraz niespodziewany ( ale tylko domniemany ) koniec przygód, który się takim nie okazuje.
Gdy Grzesiek się obudził, zobaczył że to nie jest sen. Naprawdę zostali związani i porwani. „My to mamy pecha.” -pomyślał Grzesiek - „Ciągle pakujemy się w jakieś przygody. A zaczęło się od zwykłej ucieczki psa.”. Gdy Boguś się także obudził, zobaczył, że są w jakiejś szklanej kuli i lecą w jakimś dywanie. Powiedział reszcie że on się na tym zna i że są oni we wnętrzu samolotu i lecą w jakimś masowym natarciu, tzw. nalocie dywanowym.
Po paru kwadransach, do ich kabiny przyszedł jakiś dobrze zbudowany męszczyzna i powiedział: „Kuci, kuci malutcy uups, nie zauważyłem pana. W każdym razie jesteście nasi. Jam jest Advett Hitler, wnuczek Adolfa Hitlera.”. Po dłuższej konwersacji okazało się że Advett chce zemsty i właśnie robi nalot dywanowy na Rosję. „Pozwólcie że opowiem wam moją historię. Gdy się urodziłem nie miałem już dziadka. Mama opowiadała mi jak zginął w wojnie i ciągle powtarzała, że Rosjanie są źli i kiedyś się na nich zemści. Niestety, nie dotrwała tego momentu, bo zginęła tragicznie w wypadku samochodowym. Od tego czasu zawsze chcę dokończyć plan matki, tym bardziej że się dowiedziałem, że kierujący pojazdu, który walnął w moją mamę, był Rosjaninem. I teraz właśnie organizuję nalot na Moskwę. A...” „Szefie, ktoś nam przerwał atak wygląda na samolot policyjny.” przerwał Advettowi jakiś żołnierz. „To nasz samolot, ty głupku. Specjalnie go ukradliśmy, żeby wyglądało jakby to wszystko były samoloty policyjne, które często przelatują nad Moskwą.” odparł Advett.
Gdy przelatywali akurat nad Moskwą i chcieli uwalniać już bomby, okazało się że system nawalił. To była sprawka Bogusia, który doskonale znał ten typ samolotu i tylko w czasie opowiadania uciekł i uszkodził system wpisując hasło, które miały wszystkie takie samoloty i zmieniając je na inne znane tylko jemu i Grześkowi. Już przygotowali się żeby wyskoczyć ze spadochronami, aż tu nagle znikąd wyskoczył ... kot. W sumie załoga samolotu do dziś nie wie skąd on się tam wziął. Gdy wyskoczyli wylądowali dokładnie na lotnisku. Poprosili o pomoc i wkrótce byli w rodzimej Zielonej Górze. Boguś zgłosił to wszystko do swoich kolegów w komisariacie i jeden kolega krzyknął: „Ja wiem kto za tym wszystkim stoi! Od dawna nam tym groził. To...” . Ktoś wszedł do pokoju...
Odcinek 5
Nowy początek przygód.
Kto wszedł do pokoju? Nikt nie wiedział. A jednak, była jedna osoba, która ją widziała. Był to policjant, który wszystko obserwował zza szyby. Zobaczył on właśnie tą osobę o, której opowiadał kolega. Był to Arek Marek Jose Paolo Guirano Guido Ngua Manga Narsa. Słowem Polak mający hiszpańskie pochodzenie z chińskimi i brazylijskimi rodzicami. Stał on za tym wszystkim. Więcej policjant nie widział, gdyż salę wypełniły dziwne opary.
Jak się później okazało, A.M.H.P.G.G.N.M.N. (czyli ten bandyta) strzelił we wszystkich z pistoletu na gazy usypiające. Był on już trochę zepsuty, (pistolet, nie bandyta) dlatego gazy zadziałały i wybuchły dopiero po pewnym czasie.
Dziwnym trafem policjant poczuł nieodpartą chęć pościgu, ale z drugiej strony nie mógł tak zostawić poszkodowanych. Zostawił więc praktykanta, mówiąc mu krótko i wyraźnie: „Opiekuj się nim! Bo jak nie to.. to...” Zabrakło mu słów, więc zaniechał dalszych prób. Praktykant, przestraszony niejednoznaczną groźbą przełożonego szybko popędził po sole pobudzające. Policjant po wyjściu z komisarjatu, nagle poczuł jeszcze mocniejszą chęć powrotu, bo to była jego pierwsza taka duża akcja. Normalnie pracował w drogówce albo zajmował się innymi błahymi sprawami (wiem że piractwo drogowe to nie aż taka błaha sprawa, ale pomińmy to). Zatęsknił za chwilami, kiedy to stara pani Wałek przychodziła do niego ze sprawami typu: kradzież bananów, podejrzenie wścieklizny u najmilszego psa na osiedlu... . Raz nawet przyszła i powiedziała, że zgubiła 5 groszy na ulicy i gdy wróciła, żeby ich poszukać to zniknęły. Pamiętał jeszcze jej słowa: „Takie bandyctwo powinno się karać więzieniem!”. O tak, stara pani Wałek... . Ale nie czas na takie rozmyślania. Odważył się i poszedł (tak naprawdę jechał rowerem, ale prosił mnie, żebym to tak opowiedział jego kolegom. Że niby on taki wytrzymały... .) śladami ciężkiego Jaguara, który należał do A.M.... , w każdym razie do bandyty. Znalazł się w dziwnej opuszczonej jaskini. Schował się za krzakami, które były jakieś dziwne: „One są sztuczne”, zamamrotał. Nagle pod krzakami coś się otworzyło. Czekał. Minęło 5 minut. Nic. I tak przez pół godziny. Nagle poczuł oddech... (Na sobie, rzecz jasna.). Wydał okrzyk. Bardzo dziwny okrzyk. Jakiś stłumiony, nie swój okrzyk. Nagle przeszyła go myśl: „Przecież to nie ja krzyczę!”. Krzyczał praktykant, który razem z resztą, poszli [też pojechali (samochodem)] po śladach. Ale usłyszeli dźwięk i schowali i się krzaku-zapadni. Gdy tak wszyscy siedzieli, znowu usłyszeli wrzask: „Ludzieeeeeee!!!!!”, krzyczał ktoś. „Teraz mnie nie nabierzecie.” powiedział policjant, kolega Bogusia, Zbysiek: „Kto teraz krzy...”. Zrobiło mu się czarno przed oczami...
Odcinek 6
Złapani przez „tubylców” oraz koniec przygód (tym razem nie domniemany).
To nie Zbysiek krzyczał. Grzesiek też nie. Cała reszta łącznie z Czarkiem też nie. Ten bandyta z długim imieniem też nie. „Chwila moment. Czy ty powinieneś tu być?”, zapytał się Boguś. Arek nie odpowiadał. Bez słowa wyciągnął coś z kieszeni. Zbysiek zaczął drżeć.” T-t-tooo z-z-z-z z-z-iimmnna.”powiedział. To jednak nie była prawda. Rozpoznał to coś. Mimo ciemności. Był to najnowszy krzyk mody w dziedzinie pistoletów. Był bardzo niebezpieczny. „Skąd ten facet miał na to pozwolenie?” pomyślał Zbysiek. Podzielił się swoim spostrzeżeniem z innymi. „Co za głuptas z ciebie.”-powiedział Janek- „Przecież jest bandytą. Mógł to sobie po prostu ukraść.”. Nawet Boguś przyznał że o tym nie pomyślał. Arek tymczasem odszedł w poszukiwaniu posiłków. Myślał że nie mogą stąd uciec bez mijania jego. Na szczęście reszty nie wiedział o tajemnym przejściu przez krzak. Tą niewiedzę wykorzystali. Czarek,który był pierwszy na świeżym powietrzu, nagle zaczął szczekać. „Co się z nim stało?”-głowił się Boguś. Okazało się, że Arek i jego kumple znaleźli stare złoto Inków przywiezione tu w drugiej wojnie światowej. Stasiek wyciągnął telefon. Nie mówiąc o tym nikomu, zaczął szukać zasięgu. Zadzwonił po policję. Policjanci szybko złapali wszystkich, gdyż tamci się nikogo nie spodziewali. Tak skończyła się dość gwałtownie pierwsza przygoda życia tych dzieci. I nawet Iza, najbardziej strachliwa ze wszystkich, przyznała, że chętnie dalej by ją przeżywała. No ale na los się nie ma wpływu. Grzesiek miał dziwne przeczucie. Pomyślał, że będą mieli jeszcze więcej przygód. To oczywiście było tylko przeczucie. A jednak się nie myliło...
Koniec pierwszej części. Następna część: „Niezapomniana piątka” ukaże się wkrótce (Mam nadzieje...).
Grzesiek, Stasiek, Ela, Iza i Czarek (reszta się wyprowadziła) dowiadują się że wakacje to nie tylko czas odpoczynku...
czwartek, 21 października 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Wspaniała opowieść! Już czekam na nastepną część :)
OdpowiedzUsuń